Taaaak... jestem chyba dłużny niektórym blogerom (a zwłaszcza blogerkom) wyjaśnienie o co tu chodzi.
Otóż, cała historia zaczęła się dobrze ponad rok temu, kiedy moja Żona zaczęła odwiedzać blogi kulinarne. Po jakimś czasie dojrzała do założenia swojego bloga. I wtedy się zaczęło....
Najpierw był okres radości z każdego komentarza. To było nawet całkiem do zniesienia. Potem zaczęły się pojawiać na stole różne potrawy, dotąd u nas niespotykane. Cóż, zrobiło się ciekawie. Potem przestaliśmy kupować chleb w sklepie. Zamiast tego w torbie na zakupy zaczęły pojawiać setki kilogramów przeróżnych mąk, ziaren i innej paszy....
A później? Później to już coraz gorzej :)) ... „To niezdrowe”, „Może kupmy w lepszym sklepie” itp. Teraz już tylko czekam, kiedy zaczniemy odżywiać się wg diety czterech przemian....
Co gorsza, życie blogowe rzuciło się na wszystkich domowników. Nasze dziecko zna wszystkie koleżanki blogowe mamy, wie, która jak ma na imię i co lubi najbardziej...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

7 komentarzy:
Piosenka faktycznie zawładnęła naszym życiem, ale jest niezła:)
dobrze opisane! ;)
Dzięki Ago! Nie zapomnę Ci tego, że mi napisałaś pierwszy komentarz!!
Ooo... maz Kasi :) Nie wiedzialam, ze i druga 'polowa' jest blogujaca ;)
Pozdrawiam :)
Tak, Beo, czasem tak patrzę na Kasię, jak bloguje i trochę jej zazdroszczę :)
Niestety, albo może "stety" niezbyt często mi się to zdarza.
To i ja się przywitam :) Dzien doberek :)))
Witaj, Majanko! Fajnie Cię spotkać :))
Prześlij komentarz