piątek, 11 września 2009

Filip i przepiórki

Dawno, dawno temu zdarzało mi się chodzić do pracy przez łąkę. Ale nie był to większy kawałek niegdysiejszego trawnika, jakie czasami spotyka się w miastach, ale najprawdziwsza łąka z prawdziwymi oznakami życia. Między innymi można było spotkać tam przepiórki. Jak wyglądają przepiórcze jaja, to chyba nie muszę pisać, ale przepiórka była dla mnie, obytego raczej z leśną zwierzyną czymś nowym. Dość duży ptak, wielkości mniej więcej kaczki krzyżówki o szarym upierzeniu jest trudny do dojrzenia w gąszczu trawy, liści bylin i zeszłorocznych, suchych badyli. A, że chodziłem do pracy dość wcześnie, tak w okolicach godziny szóstej, gdy, zwłaszcza w listopadzie czy grudniu trudno powiedzieć, że jest jasno, zdarzało mi się wpaść na taką przepiórkę. Efekt jest piorunujący. Otóż przepiórka, jestem przekonany, słyszała mnie już z kilometra, ale swoim zwyczajem zamiast uciekać zawczasu, siedziała przyczajona do ostatniej chwili. I dopiero gdy miałem na nią nadepnąć wylatywała w powietrze z łopotem skrzydeł jak... filip z konopi. Tu mała dygresja - przepiórka w odróżnieniu od kury lata.

Tak, polecam takie przeżycia ludziom, którzy odczuwają braki w zastrzykach adrenaliny. Nie trzeba wcale skakać ze spadochronem z wieżowca :)

Ale doszliśmy w ten sposób do Filipa. Pewnie niektórzy wiedzą o co chodzi, co ten Filip robił w konopiach i czemu tak nagle wyskoczył. Ale ja przez długi czas nie wiedziałem. I trochę czasu trwało, zanim do tego doszedłem. Spotkałem się najpierw z twierdzeniem, że Filip z Konopi to był taki poseł na Sejm I RP, który zasłynął z tego, że zabierał głos na temat „niecałkiem” związany z aktualną dyskusją. Teoria ciekawa, ale nie znalazłem żadnego jej potwierdzenia. Cóż, szukałem dalej. I do czego doszedłem? Otóż filipem (tak, z małej litery) nazywa się zająca. To zwierzątko, będące często obiektem polowań z nagonką, opracowało taktykę obronną polegającą na chowaniu się w konopiach. Konopie wydzielają aromat, którego nie tolerują psy - czy wszystkie psy to nie wiem, grunt, że myśliwskie nie tolerowały. I siedział sobie ten nasz filip w tych konopiach po cichutku. Myśliwi musieli sami wchodzić w konopie, żeby zająca z nich wypłoszyć. A ten uciekał dopiero w ostatniej chwili - gdy ktoś miał na niego nadepnąć...

Morał z tej historyjki jest taki: nie należy chodzić z rana po łące, bo można wyskoczyć jak filip z konopi na widok (a raczej odgłos) przepiórki wystrzelającej w niebo :)

środa, 22 lipca 2009

Chmury



Chmury są częstym obiektem moich rozmyślań przy obiedzie. Moje miejsce przy stole jest akurat naprzeciw okna. Mógłby ktoś pomyśleć, że zapewne z arcyciekawym widokiem, ale tu muszę Czytelników rozczarować. Przez okno mogę obserwować czym sąsiedzi z bloku naprzeciwko zasłonili dzisiaj okno (nie do końca pojmuję ich zwyczaje, bo mimo rolet w oknach i firanek często pojawiają się tam ... koce, i to za każdym razem inne), mogę się dowiedzieć, czy sąsiadka, która wychodzi na balkon „kurzyć” w kucki (może wtedy mniej wieje, bo u nas przeciąg jest miedzy budynkami) założyła dzisiaj stringi i w jakim kolorze. Jednym słowem nie jest to widok przyciągający myśli, a zwłaszcza w chwilach bardziej filozoficznego nastroju.

Na takie chwile pozostaje jedynie wąski skrawek nieba z chmurami. Te drobne kropelki wody zawieszone w połowie drogi z ziemi do nieba walczące z prądami wznoszącymi, grawitacją i wzajemnym przyciąganiem dostarczają mi codziennej porcji relaksu. Bo któż nie lubi obserwować mniejszych lub większych kłaczków tajemniczej niegdyś materii gnanej przez wiatr po niebie. Któż z nas nie zastanawiał się, dlaczego ta chmura jest ciemnoszara, a ta obok bialutka jak śnieg? A dlaczego niektóre chmury zdają się rosnąć? Albo jak daleką drogę musiały pokonać, aby tu dotrzeć? I dlaczego ślad samolotu tak do złudzenia przypomina chmury?

Takie pytania można mnożyć w nieskończoność. Na szczęście na większość z nich poznałem już odpowiedzi, niektóre w szkole, niektórych chmury same mnie nauczyły (najczęściej były to dość mokre lekcje), a niektórych musiałem sam się domyślać.

Ale najciekawsze jest pytanie dlaczego chmury deszczowe są ciemne. Zwróćmy uwagę, że chmury widziane z samolotu lecącego wysoko nad nimi są zawsze białe. I te niegroźne, i te burzowe. A od dołu? Każde dziecko wie, że im ciemniejsza chmura nadciąga, tym szybciej trzeba do domu uciekać. A przyczyna ciemnego koloru jest prozaiczna - chmury, jak wszystko co nas otacza rzucają cień. Im większa chmura, tym większy cień. Im większy cień, tym mniej światła odbitego od ziemi dociera pod chmurę i tym wydaje się ona ciemniejsza...


A propos chmur to mam jeszcze taką małą anegdotkę. W czasach jak jeździłem autobusem do pracy codziennie spotykałem taką starszą panią. Wsiadała zawsze do pełnego już autobusu, więc ustępowałem jej miejsca. I tak po kilku czy kilkunastu razach zaczęliśmy sobie mówić „dzień dobry” a potem tak już szło... I pewnego razu rozmawialiśmy o pogodzie (hahaha...). I pani zaskoczyła mnie bardzo stwierdzeniem, że za wszystkie anomalie pogodowe są winne ... no zgadnijcie :) ... samoloty, które przecinają chmury na kawałki...

niedziela, 12 lipca 2009

dla zainteresowanych

Taaaak... jestem chyba dłużny niektórym blogerom (a zwłaszcza blogerkom) wyjaśnienie o co tu chodzi.

Otóż, cała historia zaczęła się dobrze ponad rok temu, kiedy moja Żona zaczęła odwiedzać blogi kulinarne. Po jakimś czasie dojrzała do założenia swojego bloga. I wtedy się zaczęło....

Najpierw był okres radości z każdego komentarza. To było nawet całkiem do zniesienia. Potem zaczęły się pojawiać na stole różne potrawy, dotąd u nas niespotykane. Cóż, zrobiło się ciekawie. Potem przestaliśmy kupować chleb w sklepie. Zamiast tego w torbie na zakupy zaczęły pojawiać setki kilogramów przeróżnych mąk, ziaren i innej paszy....
A później? Później to już coraz gorzej :)) ... „To niezdrowe”, „Może kupmy w lepszym sklepie” itp. Teraz już tylko czekam, kiedy zaczniemy odżywiać się wg diety czterech przemian....

Co gorsza, życie blogowe rzuciło się na wszystkich domowników. Nasze dziecko zna wszystkie koleżanki blogowe mamy, wie, która jak ma na imię i co lubi najbardziej...